10 dorosłych, 6 dzieci, 40 odwiedzających…
Setki godzin spędzonych razem, czując gniew, smutek, radość i wyprowadzając nasz strach naprzód.
Tak było w naszym 30-dniowym Bridge-Housie na Polanie pod Warszawą. Ten Bridge-House zmienił moje myślenie o Polsce, Polakach i naszych boxach. Byliśmy na terenie byłego Wojska Polskiego. To, co zrobiliśmy jest dowodem na to, że jesteśmy w stanie użyć naszej siły, determinacji, wytrwałości i wspólpracy w imię Życia, a nie Śmierci. To zmiana paradygmatu tego, co my, Polacy, możemy stworzyć, gdy się zjednoczymy.
Jak to się zaczęło…
Pojawił się impuls do stworzenia Domu Mostu w Polsce wraz z innymi osobami z Possibility Management, aby nas do siebie zbliżyć. Zaczęliśmy zbierać grupę ludzi i wykonaliśmy pierwszy telefon. Miesiąc później byliśmy już na Polanie tworząc Bridge-House. Byliśmy w miejscu fundacji, gdzie mieszka Basia, jedna z nas. W tym momencie było 20 pustych, małych domków, w pełni wyposażonych, do których mogliśmy się wprowadzić od razu.
Poza tym były tam 3 ogromne jurty, które mogliśmy wykorzystać jako przestrzeń wspólną lub przestrzeń treningową. Wyglądało to tak, jakby to miejsce czekało na nas, aby być zamieszkanym i kawitować Następną Kulturą.
Zaczęliśmy każdy dzień od śniadania razem, logistyki, zameldowania i wyrażania gniewu, po południu mieliśmy 3-godzinną przestrzeń, aby zrobić coś razem. Nie mieliśmy planu, co robić w tym czasie. Procesy lub działania pojawiały się w danej chwili. Jednym z celów powstania tego Bridge-House był rozwój społeczności PM-owej w Polsce. Postanowiliśmy stworzyć 5-dniowe „dni otwarte” dla odwiedzających, aby mogli doświadczyć życia w kontekście radykalnej odpowiedzialności i wziąć udział w warszattach, aby nauczyć się nowych narzędzi i umiejętności. Stworzyliśmy program i rozesłaliśmy zaproszenia do naszych kręgów. 10 dni później, kiedy rozpoczęły się dni otwarte, do naszego Bridge-House przybyło 40 gości z całej Polski. Czuliśmy się, jakbyśmy byli w ogromnej próżni, która przyciągała ludzi spragnionych kontaktu, współpracy, transformacji i dobrej zabawy.
Dni Otwarte

Pierwszego wieczoru Dni Otwartych zorganizowaliśmy przestrzeń dla kobiet, gdzie dzieliliśmy się gniewem i tęsknotą za życiem, w którym chcemy żyć. W kolejnych dniach tworzyliśmy przestrzeń na Rage Club, Fear Club, Bycie Niezachaczalnym, Czucie Lasu, Kawiarnię Intymności i inne przestrzenie, które pojawiały się spontanicznie również przez odwiedzających. Dla nas liczyło się stworzenie przestrzeni, w której każdy, kto tam jest, bierze odpowiedzialność za to, co tworzy. Każda nowa osoba, która przechodziła przez bramę wejściową, została przez nas powitana i wprowadzona w kontekst naszej wioski. Dla wielu ludzi był to już punkt, w którym zaczęli dużo odczuwać, zdając sobie sprawę, że jest to inna kultura niż ta, w której żyli do tej pory.

Po pierwszym dniu my (spaceholderzy BH) zauważyliśmy, że przestrzeń radykalnej odpowiedzialności nie działa tak dobrze, jak to głównie my, którzy byliśmy spacjami dla kontekstu, szkolenia, logistyki, posiłków itp. Przekazaliśmy to szerszemu kręgowi i podzieliliśmy się swoimi odczuciami. Następnego dnia przestrzeń się zmieniła. Inni zaczęli brać odpowiedzialność za to, co miało być zrobione w przestrzeni. Wnosili własne impulsy nie tylko do logistyki, ale także do przestrzeni, które chcieli stworzyć. Nauczyłam się, że dla mnie trzymanie przestrzeni na to wydarzenie, na szkolenia i logistykę w tym samym czasie to za dużo. Był taki moment, kiedy bardzo się bałam, że nie mogę już kontrolować tego, co się dzieje. Przybywali nowi ludzie, straciłam rachubę, kto był zakwaterowany gdzie i kto trzymał miejsce na co. I w tym momencie zauważyłam, że nie jestem w stanie tego kontrolować. W tym momencie mój kontrolujący box cały się trząsł i postanowiłam spróbować odpuścić i zaufać przestrzeni. W następnych dniach poczułam dużą ulgę, widząc, że przestrzeń została utrzymana i nie musiałam wszystkiego kontrolować.

Dni Otwarte były nieliniową i żywą przestrzenią. Niektórzy z odwiedzających dołączyli do już istniejących zespołów możliwości, niektórzy zadeklarowali przyjazd na warsztat ETB, niektórzy byli w ogniu tworzenia własnego Bridge-House, a niektórzy zdecydowali się porzucić pracę w korporacji. Moje serce podskakuje z radości z powodu tych wszystkich kroków w kierunku Nowej Kultury.
Budowanie Wioski z dziećmi

Jednym z moich badań w Bridge-House było to, jak stworzyć wioskę Archiarchalną z dziećmi, w której dorośli mają przestrzeń na to, co kochają robić i przestrzeń dla dzieci. To, w jaki sposób żyliśmy było tym, czego szukam. Malutkie domki usytuowane w kręgu z dużą przestrzenią do swobodnej zabawy pośrodku i dużą jurtą jako wspólną przestrzenią dla dorosłych i dzieci stworzyły świetną możliwość łatwego łączenia się, dołączania do innych w ich działaniach lub po prostu spędzania czasu razem przy herbacie na tarasie.
Przez pierwsze 2 tygodnie eksperymentowaliśmy ze wspólną przestrzenią dla dzieci, co oznaczało, że jedna lub dwie osoby dorosłe zajmowały się całą szóstką dzieci przez 1 lub 2 godziny, a następnie zmieniały się z innymi dorosłymi. Nauczyłam się, że każdy z nas, dorosłych, jest inny i trzyma przestrzeń dla innej Jakości w Nowej Kulturze. Cieszyłam się, że moje dzieci mogły doświadczyć wyjątkowości każdego z nas.

Po dwóch tygodniach wspólnych przestrzeni zauważyłam, że mój 4-letni syn przebywał głównie z innymi dziećmi i dorosłymi, a nie ze mną. Widziałam jego głód i ciekawość poznawania innych, dołączania do ich zajęć i robienia przez cały czas czegoś innego. Były momenty, kiedy proponowałam mu zrobienie czegoś razem, ale on wybierał bycie z dziećmi. Cieszyłam się widząc jego otwartość i naturalny sposób poruszania się po wiosce zgodnie z jego impulsami. Czułam też smutek, ponieważ tęskniłam za nim i uczę się, jak mogę stworzyć dla niego gniazdo, aby mógł odżywiać się emocjonalnie podczas codziennego życia we wiosce. Pozwalam moim dzieciom robić to, co chcą, nie modelując dla nich aktywności. Zadaję sobie pytanie – jaki jest sposób na wychowanie dzieci, aby mogły odkrywać własne pragnienia i uczyć się nowych umiejętności.
Pod koniec Bridge-House jedna osoba powiedziała mi, że wioska nie da mi wszystkiego (jeśli chodzi o wychowanie dzieci). A ja nie wiem, czy tak jest. Wiem, że nie dam wszystkiego moim dzieciom. Mogę dać im to, kim jestem, co przeze mnie przepływa. Pokazać im mój sposób życia, moje Jasne Zasady, moją miłość. Każdy z nas jest wyjątkowy i ma coś innego do zaoferowania. Dzieci uczą się głównie poprzez obserwację i bycie z nimi. Jeśli robimy to, co kochamy i na czym nam zależy, dzieci uczą się robić to, co kochają i na czym im zależy. I tego właśnie najbardziej chcę nauczyć moje dzieci.
Była z nami 6-letnia dziewczynka, Gaja. Uczestniczyła z nami w codziennym wyrażaniu gniewu i porannych spotkaniach. Pewnego dnia, gdy siedzieliśmy w kręgu, powiedziała: „Proponuję dziś o 12.00 zorganizować warsztaty o emocjach dla dzieci i dorosłych. Kto jest chętny?” I zrobiła to. Wymyśliła swój własny sposób pracy z gniewem, strachem, smutkiem i radością. Utrzymywała przestrzeń z jasnością i spontanicznymi pomysłami i to zadziałało. Dzieci uczą się bardzo szybko.
Ten Bridge-House był dla mnie niezwykłą przestrzenią współpracy, miłości i więzi. Jestem wdzięczna całemu zespołowi – dorosłym Wojciechowi, Ewie, Karolowi, Marcie, Justynie, Basi, Marcinowi, Beacie i dzieciom Gai, Leo, Stefanowi, Mii i Miki. W tej magicznej przestrzeni zapłonęła idea stworzenia długoterminowej wioski w kontekście Possibility Management w Polsce. Postrzegam to jako kolejny ewolucyjny krok w kierunku Archaicnego sposobu życia.
Następna Klutura Dzieci
Rok temu, kiedy uczestniczyłam w wydarzeniu Radically Alive w Nowej Zelandii, wraz z innymi kobietami sadziłyśmy nasiona, które nosimy. Jednym z moich nasion było stworzenie Nowej Kultury dzieci. Kiedy zasadziłam to ziarno, zobaczyłam obraz płonących podręczników szkolnych i był to jasny przekaz dla nas, dorosłych – stwórzmy dzieciom przestrzeń do słuchania ich mądrości. To ziarno teraz rośnie. Podczas Women on Earth Laboratorium, gdzie byłam w czerwcu z innymi 41 kobietami, kiedy mówiłam z gniewu o tym, czego chcę, powróciła wizja stworzenia przestrzeni dla dzieci. Jest dla mnie jasne, że chcę odkryć i eksperymentować z tym, jak wygląda wychowywanie dzieci w Następnej Kulturze. Dlatego podjęłam decyzję o współtworzeniu świata gry dla Matek i Edukatorów, gdzie będziemy odkrywać jaki jest sposób trzymana przestrzeni dla dzieci w Nowej Kulturze. Wszystkie dzieci noszą w sobie nasiona Archiarchii. Chcę ich wysłuchać.
We współczesnej kulturze dorośli dbają o to, czego uczą się dzieci, ale pierwsze pytanie, które przychodzi mi do głowy, dotyczy tego, jak się uczą. Z moich obserwacji wynika, że dzieci uczą się poprzez obserwację, przebywanie i eksperymentowanie. Uczenie się nie jest wyborem. To naturalne dla każdej istoty. Stajemy się tym, czego doświadczamy, więc liczy się tylko kontekst. Żyję w przestrzeni, w której ma miejsce Wzmocnienie, Miłość, Jasność, Tworzenie, Magia i inne Jasne Zasady. To, co mogę zrobić dla moich dzieci, to utrzymywać jasny kontekst i żyć nim, a nauczanie bez nauczania się wydarzy.
Kiedy wracam do mojego dzieciństwa, najsilniejsze wspomnienia, jakie mam, to te, które dotyczyły wszystkich moich ciał. Uczyłem się poprzez doświadczenie i odkrywanie. Widzę naturalną tendencję moich dzieci do bycia ciekawskimi, do próbowania rzeczy samodzielnie, do wymyślania i tworzenia czegoś z niczego. To naturalne, ponieważ jesteśmy tu po to, by ewoluować. To, co chcę zrobić dla dzieci, to nie zabijać w nich tej naturalnej siły ewolucji i obserwuję, że dzieci świetnie sobie radzą bez naszej ingerencji. Nie oznacza to, że czegoś nie poczują.
Nie mamy zabawek, a jednocześnie moje dzieci znajdują je wszędzie. Kiedy natkną się na kawałek piasku, tworzą wszystkie światy, które sobie wyobrażają – wzgórza, ulice, jedzenie, zamki itp. Jeśli dajesz dzieciom zabawki, kierujesz ich działaniami. Uczysz je tego, co sam wiesz. A co jeśli dzieci mogą nauczyć czegoś ciebie? Co jeśli wpadną na pomysły i inspiracje, o których nigdy nie słyszałeś? Chcę tworzyć z nimi Nową Kulturę, ponieważ wiem, że przekazują informacje i mądrość, których my, dorośli, często nie widzimy klarownie.
Eksperymentowanie z wychowywaniem dzieci w wiosce, porzucenie „dobrych praktyk rodzicielskich” wytworzonych przez współczesną kulturę i podążanie za instynktem i uczuciami wywołuje we mnie strach. Zdaję sobie sprawę, że jest to ścieżka, która jeszcze nie istnieje i nikt nie powie mi, jak to zrobić. I jestem podekscytowana, że mogę podążać tą ścieżką, otrzymując informacje zwrotne, zmieniać i ewoluować.
Dodaj komentarz